MotoEkspert radzi: Żyj na luzie, ale jedź na biegu RSS

Moto:Ekspert radzi: Żyj na luzie, ale jedź na biegu

Podczas jazdy samochodem popełniamy wiele błędów, począwszy od nieprawidłowego chwytania i kręcenia kołem kierownicy, a skończywszy na niewłaściwym używaniu pedałów sprzęgła i hamulca.

Do błędnych zachowań należy także jazda na luzie. Nawyk ten jest bardzo mocno zakorzeniony wśród kierowców i trudno z nim walczyć, ponieważ większość osób uważa, że dzięki temu oszczędza się paliwo. Nie jest to jednak prawdą - oszczędności są praktycznie żadne, a ryzyko wypadku ogromne.

Taniej czyli drożej

Gdy prowadząc zajęcia z zakresu bezpiecznej jazdy pytam kursantów, dlaczego wyrzucają bieg na luz, większość odpowiada, że robi to dla oszczędności - że tak wychodzi dużo taniej. To nieprawda. Jazda na luzie nie tylko nie daje żadnych oszczędności, ale wręcz podwyższa koszty eksploatacji auta. Dlaczego? Wyobraźmy sobie następującą sytuację. Jedziemy z prędkością 60 km/h. Sto metrów przed nami zapala się żółte światło. Jeśli wrzucamy jałowy bieg, paliwo rzeczywiście „idzie” minimalnie, ale samochód tylko trochę zwalnia i od prędkości 50 km/h musimy już hamować. Jeżeli zamiast wyrzucać na luz, puszczamy gaz na biegu, na którym jedziemy, przepustnica się zamyka. Spalanie jest nie minimalne, lecz zerowe, a dzięki hamowaniu silnikiem samochód sam zwalnia do około 20 km/h i dopiero od tej prędkości trzeba użyć hamulca. W skali tysięcy takich sytuacji, oznacza to, że znacznie rzadziej trzeba wymienić zużyte klocki hamulcowe, niż wtedy gdy jeździ się na luzie.

Przerwany łańcuch

Ale to nie pieniądze są najważniejsze. Gdyby chodziło tylko o wydatki, i to nie moje, nie walczyłbym z wyrzucaniem biegu na luz. Niestety, ta nieprawidłowa technika przeczy kanonom bezpiecznej jazdy. Na luzie samochód gorzej omija przeszkody, gorzej hamuje i gorzej wchodzi w zakręt. Musimy sobie uzmysłowić, że wciskając sprzęgło i wrzucając luz, przerywamy ciągłość napędu – jak gdyby łańcuch, który zaczyna się w silniku, a kończy na kołach. Będąc na luzie pozbawiamy się silnika: nie da się go szybko użyć, czy to do hamowania, do przyśpieszenia, czy do skręcenia. Jest jeszcze jeden negatywny aspekt jazdy na luzie. Większość z nas, wyrzucając na luz, trzyma rękę na lewarku dźwigni zmiany biegów. I tak aż do całkowitego zatrzymania samochodu. Gdyby w tym momencie na jezdnię wbiegło dziecko, praktycznie nie ma szans prawidłowo zareagować. Raz, że jedziemy na luzie, a dwa, że kierownicę trzyma tylko jedna ręka. Specjalne badania dowiodły, że wtedy szanse na ominięcie dziecka lub zatrzymanie się przed nim poważnie maleją. Dlaczego?

Szkoła jazdy rajdowej Piotra Wróblewskiego dostępna dla klientów Noble Concierge lub jako prezent.

Brakująca ręka

W sytuacji ekstremalnej nagły stres objawia się błyskawicznym i bezwarunkowym napięciem mięśni. Grubo myli się ten, kto sądzi, że w razie potrzeby szybko „dołoży” drugą rękę na kierownicę. Przeciwnie. Dłoń zaciśnie się na lewarku. Próba ominięcia przeszkody przy użyciu jednej ręki jest nieprecyzyjna i często doprowadza do poślizgu. Nawet na suchej nawierzchni. Trzymanie ręki na lewarku zaczyna się już przy parkowaniu. „Bo tak wygodniej”. „Bo mam wspomaganie”. Na marginesie dodam, że kto na domiar złego trzyma lewą nogę nad sprzęgłem, w stresie nagłej sytuacji awaryjnej na pewno je wciśnie. A skuteczność manewrowania po odłączeniu silnika od kół jest,jak wspomniałem, dużo mniejsza. Wiem z doświadczenia, że jeżeli ręka spoczywa na lewarku, to zostaje na nim – kurczowo zaciśnięta – do końca niebezpiecznego zdarzenia. Tu dochodzimy do największego niebezpieczeństwa. Wyobraźmy sobie, że w wyniku utraty kontroli samochód odbija się od innego auta lub bandy albo zaczyna dachować, a dopiero potem uderza przodem w drzewo. Jeżeli nie trzymamy kierownicy oburącz, wypadamy z fotela na bok i w chwili końcowego zderzenia czołowego wybuch poduszki nic nam nie da. Oczywiście poduszka zadziała prawidłowo, ale cóż z tego, gdy kierowca nie siedzi już naprzeciw niej? Statystyki policyjne znają wiele zdarzeń, w których kierowca nie przeżył pomimo zapiętych pasów i eksplozji poduszki. Przecież pasy nie trzymają przy przeciążeniach bocznych, ich napinacze spełniają swoją funkcję tylko przy uderzeniu przodem.

Nie mieszaj!

I jeszcze jeden negatywny skutek niepotrzebnego manipulowania lewarkiem biegów. Często na zajęciach, które prowadzę na śniegu, kierowca pokonujący próbę sprawnościową na czas trzyma kierownicę oburącz, dobrze sobie radzi, prawidłowo nią kręci, ale w chwili utraty kontroli, gdy auto zaczyna się obracać, chwyta za lewarek (pozostałość złego nawyku) i próbuje włożyć jakiś bieg – najczęściej pierwszy. To koniec szans utrzymania się na drodze, przykry zgrzyt w skrzyni biegów, a nierzadko uszkodzenie lub nawet spalenie sprzęgła. Pamiętajmy: dopóki walczymy z poślizgiem, sprzęgła nie wciskamy. Gdy walka jest przegrana i już nas obraca, musimy je wcisnąć, żeby nie zgasł silnik. Obie ręce cały czas na kierownicy. Dzięki temu w razie dachowania nie wylecimy z fotela. Na włożenie właściwego biegu przyjdzie czas po zatrzymaniu. Przecież i tak nie wiemy, który będzie potrzebny. Jeśli zatrzymamy się tuż przed drzewem, to wsteczny. Więc po co te próby wrzucenia jedynki lub dwójki podczas obracania się? I ostatnia uwaga. Kierowców aut ze skrzynią automatyczną, tym bardziej, nic nie zwalnia z obowiązku trzymania obu rąk na kierownicy.

Słowa kluczowe:

  • Autor: Piotr Wróblewski
  • (dodano: 15-12-2009)

Komentarze {0}

Aby dodać komentarz, lub aby zobaczyć komentarze innych użytkowników, musisz się zalogować.